Pokazywanie postów oznaczonych etykietą now. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą now. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 lutego 2015

Time to go back.

Czytam swój post sprzed 5 miesięcy o wyprowadzce z Warszawy na prawie pół roku. Które właśnie minęło - nie wiem, kiedy. Znowu siedzę pośród walizek, bo czas już wracać. I znowu mam w sobie ten nienazwany lęk przed tym, co mnie czeka. Jak to będzie. Pomijam stres związany z największym w moim życiu egzaminem, który już za niecałe 2 tygodnie. Biurko mam zawalone notatkami, książkami i kodeksami, a w głowie myśl o tym, żeby niczego nie zapomnieć.
 
Gdy człowiek mieszka w jednym miejscu, codziennie patrzy na ten sam widok za oknem, mija dobrze znany sklep, a w windzie spotyka znajome twarze, nie zastanawia się nawet, czy miejsce, w którym żyje, jest dla niego dobre. Dopiero, gdy przyjdzie nam ruszyć się, opuścić choć na trochę codzienność, do której przywykły nasze oczy, widać wszystko z zupełnie innej perspektywy. 
 
I sama już nie wiem, gdzie jest moje miejsce, bo i rodzinne miasto, i Warszawa są moje - ale jakby nie do końca. Gdy miałam 18 lat i myślałam o przyszłości, zupełnie inaczej wyobrażałam swoje życie za 10 lat. Myślałam, że będzie stabilne, ułożone, dorosłe. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, że jest inaczej. Że ciągle nie mam swego miejsca i nie wiem, gdzie będę za pół roku. Że z jednej strony chcę już nieco spokoju, ale z drugiej - przeczy to mej naturze. W końcu jestem 'restless' (ang. niespokojny). Ale myślę sobie, że jakoś to będzie. Że długo nie wytrzymam i pewnie mnie gdzieś poniesie. Że dni nie będą szły powoli. Będą biegły. A ja rzadko będę oglądać się za siebie. Jak zwykle. 








I'm reading my post that I wrote 5 months ago - on moving out from Warsaw for almost half a year. Which have just passed - I don't know when. Again, I'm sitting in the midst of suitcases, because it's time to go back. And again, I feel this unnamed fear of what awaits me. How will it be. Leaving aside the stress connected with my life's biggest exam, which I'm having already in less than two weeks. My desk is stocked with notes, books and codes, and in my head I'm thinking to not forget anything.

 
When you live in one place, every day having the same view from the window, passing well known shop and meeting familiar faces in the elevator, you don't even wonder whether the place you live in is good for you. Only when we move, leave for a little our 'everyday', to which our eyes are accustomed to, we can see everything from a different perspective.


 
And I don't know where my place is, because both my hometown and Warsaw are mine. However, both not completely. When I was 18 years old and I was thinking about the future, so differently I imagined my life to be in 10 years ahead. I thought it would be stable, stacked, adult. I don't know whether it's good or bad that is not the case. I still don't have my place and have no idea where I'll be in half a year from now. On the one hand, I want to have some peace, but on the other - it contradicts my nature. In the end, I'm restless. But I think that somehow it's gonna be ok. I won't stand like this too long and probably I'll go somewhere. And the days, they won't be going slowly. They'll be running. And rarely will I look back. As usual.


czwartek, 18 grudnia 2014

One week till Xmas

Za tydzień Boże Narodzenie, a ja zaczęłam marudzić. Że nic mi się nie chce, że wszystko mnie denerwuje. Że te Święta jakoś nie w porę... A na myśl o nauce do egzaminu - mam ból istnienia. I choć do malkontentów nie należę, muszę przyznać, że przez ostatnie dni jest mi całkiem niedaleko do tego typu osobników... 

Może to kiepska pogoda, bo jest ciemno, trochę mgliście, wilgotno. Gdyby nie kolorowe lampki na ulicach i Mikołaje na wystawach sklepowych, w życiu nie powiedziałabym, że mamy grudzień... Śnieg sprawiał, że wszystko było jaśniejsze i weselsze. A jutro zapowiadają 9 stopni na plusie. I to w Suwałkach!

Na szczęście takie gorsze momenty miewam rzadko i pewnie za chwilę mi przejdzie. Zabawne, że nie tylko ja jestem w słabszej formie, bo koleżanka napisała, że w ostatnich dniach nasiliło się jej uczucie, że chciałaby żyć pośród palm. A ja mogę jej zawtórować! Tymczasem, choć w myślach mam słoneczne plaże i bikini, czas wyjąć z szafy świąteczne swetry. I trzeba wkrótce wybrać jakieś drzewko. I nie myślę tu o palmie, ale o choince. Dobrze, że chociaż wino można pić cały rok ;)

 It's Christmas in a a week, and I began to linger. And I don't have strength for anything, all things piss me off. And somehow beucause this Christmas has wrong timing... Plus, while thinking of learning to the test - I have the pain of existence. And even though I don't belong to naysayers, I have to admit that in the last few days I'm pretty close to this type of individuals ...
 
Maybe it's because the weather is not too good, because it's dark, a little hazy, humid. Had there not been coloured lights on the streets and Santas in shop windows, I would never say that we have December ... Snow made everything brighter and happier. And tomorrow they forecast plus 9 degrees. In Suwalki!

Fortunately, I still have such worse moments very rarely and probably I'm gonna be ok in a while. Funny that not only I am in a weaker form, as a friend texted me that in recent days she's intensified her feeling that she would like to live among palm trees. And I can say the same! Meanwhile, although I have sunny beaches and bikinis on my mind, it's time to grab Christmas sweaters from the closet. And soon we'll have to choose some tree. And I'm not talking about palm, but Christmas tree instead. Well, hopefully you can drink wine all year round ;)


Pics: tumblr.com and Russh December 2014/January 2015: Magadalena Frackowiak By Ward Ivan Rafik

środa, 24 września 2014

8 Years Ago.

8 lat temu była piękna jesień. Słoneczna, ciepła, złota. W sadzie obok domu pełno było jabłek, gałęzie uginały się pod ich ciężarem. 

8 lat temu pakowałam walizki i podekscytowana, ale ze skrywanym za uśmiechem lękiem, jechałam do Warszawy, by studiować prawo, wreszcie być w jednym mieście z bliską, jak mi się wtedy wydawało, osobą. Miałam w końcu odciąć pępowinę i żyć jak dorosła - z dala od rodziców.
8 lat temu byłam na pogrzebie, żegnając ważną osobę. I dziś myślę: "niemożliwe, że to już tyle czasu..." A jednak. I przed oczyma znowu mam wyraźne wspomnienia.
8 lat temu miałam 19 lat i serce pełne nadziei i optymizmu, że zaczynam nowe życie, w nowym miejscu, z nowymi ludźmi. 

***

8 lat później znowu mamy piękną jesień, w sadzie koło domu "klęska urodzaju", o czym przekonałam się w zeszły weekend, stojąc wśród setek jabłek tuż pod nogami. 

I znowu pakuję walizki. Uśmiecham się, ale w środku trochę się boję, jak to będzie.

8 lat później - w zasadzie aż tyle się nie zmieniło, a jednak wszystko jest inne. Mam w sobie nadal dużo nadziei i optymizmu. I tylko zamiast 19 - 27 lat.  

 

8 years ago we had a beautiful autumn. Sunny, warm and gold. In the orchard next to my house there were plenty of apples, branches were sagging under their weight

8 years ago I was packing my suitcase and, excited and smiling to hide the fear, I drove to Warsaw to study law, to finally be in one city with a close, as I then thought, person. In the end, to cut the umbilical cord and live like a grown-up, away from my parents

 8 years ago I was at the funeral, saying goodbye to an important person. And today I think: "it's impossible that it's been so long now"... Yet it is. And I have clear memories in my head

8 years ago I was 19 years old with a heart full of hope and optimism that I was beginning a new life in a new place, with new people

***

 8 years later we have a beautiful autumn again, in the orchard near the house - we can experience a 'natural fertility', as I found out last weekend, standing among hundreds of apples just under my feet.  

And I'm packing my suitcase again. You can see me smile but I'm little afraid deep in my heart, wondering what it's gonna be like soon.
8 years later - in fact, not that much has changed, yet everything is different. I still have a lot of hope and optimism. And - only instead of 19, I'm 27.

sobota, 31 sierpnia 2013

O nieuchronności jesieni. The inevitability of Fall.

Dziś ostatni dzień sierpnia. Nie wiem, kiedy zleciały te trzy miesiące lata. Trzy miesiące wakacji, na które dzieci czekają cały rok. A dorośli - oni czekają cały rok, by pić wino o 1:00 w nocy na świeżym powietrzu. Wydaje się, że niedawno kupowałam krem z filtrem, szorty, bikini, cieszyłam się, że dzień jest tak długi, a wieczory tak ciepłe. I...koniec. 

To wielka szkoda, że lato w Polsce trwa tak krótko. Wyciskamy ten czas jak cytrynę, a potem grzejemy serca zdjęciami, oglądanymi w środku zimy. Zastanawiam się, ile muszę mieć lat, by przestać myśleć o lecie i wakacjach jak dziecko, które wciąż chodzi do szkoły. Nadal mam w głowie to, że w poniedziałek zaczyna się rok szkolny. Że 1 września to, mimo, że jeszcze nie kalendarzowa, ale już jesień.

Czuć ją w powietrzu, które już pachnie inaczej, zwłaszcza rano, gdy idę do pracy. Widać ją powoli w kolorze liści. Zbliża się, bo coraz trudniej spać niemal nago przy otwartym oknie. Słychać w prognozie pogody, gdzie zapowiadają: niż, deszcz, pogorszenie aury. Podświadomie myślę już, gdzie mam kalosze i parasol. 

Jesień to rzecz naturalna, nieuchronna, ale to właśnie z ta porą roku najtrudniej mi się oswoić. Niektórzy mówią o początku września, że to "babie lato". Nie wiem do końca, co to znaczy i jak wygląda to "babie lato" w pogodzie. Jako dziecko usłyszałam, że "babie lato" to srebrne długie pajęczyny, w których odbija się słońce. 

Chciałam umieścić tu jakiś wiersz o jesieni, tyle ich jest. Ale wszystkie jakieś smutne. 
Oby ta jesień była złota.

tumblr.com
mine.
mine.

 It is a great pity that summer in Poland is so short. We squeeze this period of time like a lemon, then warming our hearts with photos watched in the middle of winter. I wonder how old do I have to be to stop thinking about summer and vacation like a kid who still goes to school. I still have in my mind that on Monday the academic year begins. That it is the 1st of September and it is, even though not a calendar one, but still - the beginning of Fall.
Today is the last day of August. I don't know when these three months of summer have passed. Three months of holidays that children wait for all year round. And adults - they wait all year round to drink wine at 1:00 o ' clock a.m. in the night outdoors. It seems that I have just bought sunscreen, shorts, bikini, being so happy that the day is so long and the nights are so warm. And ... it's all over.

You can feel it in the air which already smells different, especially in the morning while going to work. You can see it a bit in the color of leaves. It's coming up because it is more and more difficult to sleep almost naked with the window open. You can hear it in the weather forecast which promises: low pressure, rain, deteriorating weather. Subconsciously I wonder where I have my galoshes and umbrella.
Fall is so natural, inevitable, yet it is precisely the most difficult time of year to get used to for me. Some speak of the beginning of September that it is  an "Indian summer". I am not sure what it means and what is an "Indian summer" like in relation to weather. As a child, I heard that an "Indian summer" is long silver cobwebs reflecting the sun.
I wanted to place some poem about fall, there are so many of them. But all of them seem sad somehow.  May this autumn was gold.
 mine.
8tracks.com
 tumblr.com
 www.national-geographic.pl
tumbr.com
tumblr.com




Green Day "Wake me up when September ends"

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...