Pokazywanie postów oznaczonych etykietą changes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą changes. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 kwietnia 2015

To change or not to change: that is the question.

Dobrze jest być ambitnym, mówiła mama i pani w szkole. Trzeba tylko uważać, żeby nie przesadzić i nie 'odpłynąć' w swych planach i marzeniach za daleko. Choć życie z głową w chmurach i wieczne sięganie po więcej jest fajne, dobrze jednak pozostać na ziemi. Choćbyśmy mieli chodzić po niej na czubkach palców. 

Pamiętamy też, by dążyć do doskonałości. "Bądź najlepszą wersją siebie" - mówią poradniki i hasła motywacyjne, mające dodać wiary, w to, że możemy wszystko zrobić lepiej, szybciej i teraz. I gdy wymagamy więcej od siebie, wyższe wymagania stawiamy też innym. Bo chcemy, żeby praca, związek czy nawet przydomowy ogródek - były 'naj'. 

Problem w tym, że czasem, chcąc zmienić coś na lepsze, wpadamy z przysłowiowego deszczu pod rynnę. To trochę jak stanie w kolejce - ta obok zawsze wydaje się posuwać szybciej do przodu. Pchamy więc zapakowany zakupami wózek, myśląc, że oszukaliśmy system...po czym okazuje się, że jednak stoimy dłużej. Jak wybierać i przebierać, by dokonać dobrego wyboru? Nie ma na to chyba jednej recepty. 

Ktoś kiedyś powiedział, żeby, uganiając się za błyskotkami, nie przeoczyć diamentu. Dlatego miej otwarte oczy, uszy i serce. I pamiętaj, że nic nie zdarza się dwa razy. Nawet, jeśli na to wygląda.
  
It is good to be ambitious, your mom used to say, and so did the teacher at school. You just have to be careful not to overdo it and not to 'drift' in your plans and dreams too far. Although life with your head in the clouds and eternal reaching out for more is nice, it's better to stay on the ground, however. Even if we have to walk on the tips of our fingers.

We also remember to strive for excellence. "Be the best version of yourself" - say motivational guides and quotes, just to add faith when thinking that we can all do better, faster, do now. And, if we require more from ourselves, higher demands are also put to others. Because we want our job, relationship or even garden to be the 'most'.

The problem is that sometimes, wanting to change something for better, we get the proverbial rain gutter. It's a bit like standing in line - the one next to us always seems to move forward faster. So we push our packed shopping trolley, thinking that we have just cheated the system ... and then it turns out that, however, we wait even longer. How to choose and pick to make a good choice? There is probably not one prescription.

Someone once said that, while chasing glitter, we may lose a diamond. Therefore, keep your eyes, ears and heart open. And remember that nothing happens twice. Even if it seems so.

poniedziałek, 30 marca 2015

On summer, pineapple and husband from Italy.

Kupiłam nowe buty i czekam na wiosnę, żeby móc w nich chodzić. 
Ale pogoda płata figle i znowu jest chłodno. Niestety prognozy na najbliższy tydzień nie są zbyt optymistyczne i, pakując walizkę na Wielkanoc, wrzucę tam także czapkę...

Trochę na przekór tej byle-jakiej aurze za oknem, jem ananasa i słucham szumu morza. Cały rok marzę o wakacjach, a upałem i słońcem cieszę się jak mało kto. Tak, dziewczyna z Suwałk - polskiego bieguna zimna, kocha lato. Najlepiej przez okrągły rok. 

Fajnie jest dać sobie szansę i próbować nowych rzeczy. Choć czasem ze strachu aż boli brzuch. Kiedy życie zaczyna przypominać rutynę, samemu trzeba zadbać o to, by je zmienić. Nie warto czekać, że ktoś czymś nas zaskoczy. I sprawi, że znowu będzie ciekawie. Że "nowe" przyjdzie samo - wystarczy tylko poczekać. Jako osoba z natury niecierpliwa, nie wierzę w takie rzeczy. Być może nie na wszystko mamy wpływ, ale to my sami nadajemy kierunek zmianom. 

Chcesz mieć męża ze słonecznej Italii, ale (najwyraźniej) tam nie mieszkasz? Zapisz się na lekcje włoskiego, kup bilet do Rzymu czy Mediolanu i koniecznie zapomnij wziąć przewodnik. 'Pizza' i 'prosecco' po włosku brzmią tak samo. Na pewno się dogadacie. 






I bought new shoes and wait for spring to wear them. But the weather plays tricks and it's cold again. Unfortunately, the forecasts for the next week are not too optimistic and, packing my suitcase for Easter, I'll also take a beanie ...

In spite of not so good aura outside, I eat pineapple and listen to the noise of sea. All year I dream of holidays and when it's sunny and hot - I am happy like nobody else. Yes, a girl from Suwalki - Polish northpole, loves summer. All year round, that would be the best.


It's fun to give yourself a chance and try new things. Although sometimes your stomach hurts because of fear. When life begins to resemble a routine, one needs to take care of it, to change them. It is rather not worth waiting that someone will surprise us with something. And will make things interesting again. That "new" will come eventually - you just have to sit and wait. As a person impatient by nature, I do not believe in such things. Perhaps we do not have influence on everything, but it's us who give direction for change.


You want to have a husband from sunny Italy but (apparently) you don't live there? Sign up for Italian lessons, buy a ticket to Rome or Milan and be sure to forget taking a guide with you. 'Pizza' and 'prosecco' in Italian sound the same. You will certainly get along.

czwartek, 26 marca 2015

The art of 'dolce far niente'

Gdy człowiek ma obowiązki, szczególnie w postaci ciągłej nauki, i wyobraża swoje życie po egzaminach, w głowie robi listy. Książek do przeczytania, filmów do obejrzenia, spotkań do nadrobienia. Bo wszystko zostawia na potem. Gdy już będzie "wolny".

I gdy już jest "po" i ma ochotę zrobić to wszystko, odkładane od miesięcy, teraz, zaraz... problemem jest zwyczajny brak energii. I zamiast być tu i tam, i czytać kolejną superpozycję literacką, jedyne, na co ma się siłę, to leżeć. Odpoczynek, tak ważny, jest też trudny, bo z tyłu głowy wciąż plącze się myśl, że "na pewno coś muszę jeszcze zrobić".

A od niedawna wcale nic nie muszę. I ta wolność jest trudna do ogarnięcia, niełatwo się do niej przystosować...i po prostu żyć. Obowiązki trzymają w ryzach, wyznaczają rytm dnia, ale też uświadamiają, że człowiek przyzwyczaja się do ciężkiej pracy i nauki. I nie do końca umie się odnaleźć w zupełnie innej rzeczywistości. 

I okazuje się, że umiejętność odpoczywania jest prawdziwą sztuką. 









When you have duties, particularly in the form of continuous learning, and imagine your life after exams, you make some lists in your mind. Lists of books to read, movies to watch, meetings up to do. Because you left them all for later. For when you'll be "free".

And once you have it "done" and want to do it all, postponed for months, just now, in a moment... the problem is you simply lack energy. And instead of being here and there and read another literary superposition, the only thing you can do is lying. Resting, so important, it is also difficult, because the idea that "you definitely have something to do" is still present there
at the back of your head.

 And recently, I actually have to do nothing. And this freedom is difficult to grasp, it is not easy to adapt to it ... and just live. Responsibilities hold us in check, determine the rhythm of the day, but also show that you are accustomed to hard work and study. And it's pretty hard to find oneself in a completely different reality.

And it turns out that the ability to rest is a true art.

środa, 24 września 2014

8 Years Ago.

8 lat temu była piękna jesień. Słoneczna, ciepła, złota. W sadzie obok domu pełno było jabłek, gałęzie uginały się pod ich ciężarem. 

8 lat temu pakowałam walizki i podekscytowana, ale ze skrywanym za uśmiechem lękiem, jechałam do Warszawy, by studiować prawo, wreszcie być w jednym mieście z bliską, jak mi się wtedy wydawało, osobą. Miałam w końcu odciąć pępowinę i żyć jak dorosła - z dala od rodziców.
8 lat temu byłam na pogrzebie, żegnając ważną osobę. I dziś myślę: "niemożliwe, że to już tyle czasu..." A jednak. I przed oczyma znowu mam wyraźne wspomnienia.
8 lat temu miałam 19 lat i serce pełne nadziei i optymizmu, że zaczynam nowe życie, w nowym miejscu, z nowymi ludźmi. 

***

8 lat później znowu mamy piękną jesień, w sadzie koło domu "klęska urodzaju", o czym przekonałam się w zeszły weekend, stojąc wśród setek jabłek tuż pod nogami. 

I znowu pakuję walizki. Uśmiecham się, ale w środku trochę się boję, jak to będzie.

8 lat później - w zasadzie aż tyle się nie zmieniło, a jednak wszystko jest inne. Mam w sobie nadal dużo nadziei i optymizmu. I tylko zamiast 19 - 27 lat.  

 

8 years ago we had a beautiful autumn. Sunny, warm and gold. In the orchard next to my house there were plenty of apples, branches were sagging under their weight

8 years ago I was packing my suitcase and, excited and smiling to hide the fear, I drove to Warsaw to study law, to finally be in one city with a close, as I then thought, person. In the end, to cut the umbilical cord and live like a grown-up, away from my parents

 8 years ago I was at the funeral, saying goodbye to an important person. And today I think: "it's impossible that it's been so long now"... Yet it is. And I have clear memories in my head

8 years ago I was 19 years old with a heart full of hope and optimism that I was beginning a new life in a new place, with new people

***

 8 years later we have a beautiful autumn again, in the orchard near the house - we can experience a 'natural fertility', as I found out last weekend, standing among hundreds of apples just under my feet.  

And I'm packing my suitcase again. You can see me smile but I'm little afraid deep in my heart, wondering what it's gonna be like soon.
8 years later - in fact, not that much has changed, yet everything is different. I still have a lot of hope and optimism. And - only instead of 19, I'm 27.

sobota, 13 września 2014

When will I see you again?

Wrzesień tego roku mile nas zaskakuje i temperatury mamy niemal letnie. Jedyne, co przypomina o tym, że to już jednak nie pełnia wakacji, to kasztany na ulicy Twardej i liście, które chrupią pod nogami, gdy idę wieczorem na warszawską plażę. Wisła jest przepiękna właśnie nocą, gdy odbija setki świateł. Wszyscy udają się tam, by usiąść na kocu albo wprost na piasku, wypić wino albo dwa. Nikomu nie chce się zamykać sezonu plenerowego...

Warszawa, choć początkowo była dla mnie nieco zbyt tłoczna i zbyt głośna, jest teraz moim drugim domem. Choć czasem czuję się nieco zmęczona jej pędem, to po 8 latach wiem, że to miasto dało mi wiele dobrego. Ale największą wartością, o istnieniu której przekonałam się ostatnio ponownie, są ludzie. Ci będący tutaj od zawsze i tacy, którzy, jak ja, przyjechali tu z różnych części Polski. I wiem, że niedługo, gdy na chwilę powiem stolicy "do widzenia", to ich będzie mi brakować najbardziej. 

Niektórzy wyjeżdżają, na rok, na dwa, na zawsze. Trudno jest się pożegnać. Bo nigdy nie wiemy, czy mimo największych starań, uda się nam jeszcze kiedyś spotkać. Moje plany życiowe potrafię sprecyzować najwyżej na najbliższe pół roku. A i to nic pewnego. Nie wiem, czy los nie popchnie mnie w nowe miejsce. Choć rozsądek mówi mi, że stolica to naturalne dla mnie miasto, gdzieś w środku chcę jechać dalej. Co wygra - serce czy rozum?




September this year surprises us pleasantly and we have almost summer temperatures.
The only thing that reminds you that we're not, however, in the middle of holidays, are the chestnuts on Twarda Street and leaves that champ under my feet when I walk to the Warsaw beach in the evening. Vistula is so beautiful in the night
when hundreds of lights reflect in the water. We all go there to sit on a blanket or directly on the sand, drink a bottle of wine or two. Nobody wants to close the outdoor season ...

Warsaw, although initially was a little too crowded and too loud for me, it is now my second home. Even though sometimes I feel a bit tired of its rush, after 8 years I know that this city has given me a lot of good. But the greatest value, the existence of which I found out recently again, are people. Those who are here forever and those who, like me, came here from different parts of Poland. And I know that soon, when I say "goodbye" to Warsaw for a while, it will be them to miss the most.

Some leave, for a year, for two, for ever. It is always difficult to say goodbye. Because you never know if, despite best efforts, we can meet again sometime. My life plans can be specified for a maximum of the next six months. And it's not for sure either. I don't know maybe fate is gonna push me to a new place. While intellect tells me that the capital city is a natural place for me, somewhere inside I feel I want to go further. Who's gonna win this fight - my heart or my mind?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...