piątek, 6 czerwca 2014

I want to stay in June forever

Mamy czerwiec. To dla mnie jeden z najlepszych miesięcy w roku. Bo dni są najdłuższe, a noce już coraz cieplejsze. Bo babcie pod Halą Mirowską sprzedają piwonie, a to moje ulubione kwiaty. Bo komary w Suwałkach gryzą jak szalone i na osiedlu pachnie grillem. Wtedy czuję, że wszystko jest na właściwym miejscu. 

Temperatura, po chwilowej orzeźwiającej przerwie i deszczowych dniach, znowu zaczyna wariować, i od jutra zapowiadają 25 stopni i więcej. Zastanawia mnie jedno - jak mam pracować i uczyć się, gdy plaża nad Wisłą kusi - zwłaszcza za dnia... 

Na aplikacji zaczęła się sesja i w moim przypadku łączy się to zwykle ze spadkiem odporności i chorowaniem. Od wtorku jestem na zwolnieniu lekarskim, wczoraj byłam już niemal zdrowa, a dzisiaj miałam nawrót...i dostałam antybiotyk. 6 czerwca wypadają moje imieniny, a ja ledwo mogłam odpowiedzieć "Dziękuję", gdy Babcia i Rodzice składali mi dziś życzenia. No cóż, bywa.

Chciałabym móc zahibernować się i zostać w czerwcu, bo to taki idealny czas. Jest ciepło, ale wciąż zielono. Pachnie jaśmin, a białe, schłodzone wino smakuje idealnie, gdy siedzimy nad fontanną. Truskawki wydają się najlepsze jako dodatek do American pancakes i syropu klonowego. Albo jako duet z szampanem. Zamiast pantofli, do pracy przemycam trampki, licząc, że nikt nie zauważy. Carpe diem!


 


We have June. This is one of the best months for me. Because days are longest and nights are warmer. Because nearby Hala Mirowska elderly ladies sell peonies, and these're my favorite flowers. Cause mosquitoes in Suwalki bite like crazy and the neighborhood smells of barbecue. Then I feel that everything is in the right place.

Temperature, after a moment of refreshing break and rainy days, again starts freaking out. They forecast 25 degrees and more from tomorrow. I wonder one thing - how am I gonna work and learn when the beach by the Vistula is so tempting - especially during the day ...


My exams have started and in my case it is usually combined with a decrease in resistance and being ill. From Tuesday I've been on sick leave, yesterday I was feeling almost healthy, and today - I had a relapse ... and got antibiotic. On the 6th of June is my name's day and I could barely say "Thank you" when Grandma and Parents called me with wishes. Well, shit happens.


I wish I could hibernate and stay in June forever because it's such a perfect time. It's warm but still green. Air smells of jasmine and light chilled wine tastes perfectly when sitting by the fountain. Strawberries seem to be the best as an addition to American pancakes and maple syrup. Or as a duet with champagne. Instead of elegant shoes, I smuggle sneakers to work, hoping that nobody would notice. Carpe diem!

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Uwielbiam letni bulwarowy klimat!
http://zycienienabogato.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

Trafiłam na Twój blog przypadkowo. Zaczęłam przeglądać posty w trakcie przerwy w pracy i nie mogłam zakończyć! :D każdy, ale to każdy ma w sobie coś, co sprawia, że na chwilę czuję się po prostu lepiej. Doszłam do momentu o pracy w kancelarii. Również jestem młoda, pełna pragnień i pasji, które skrywam siedząc przed komputerem w pracy w sądzie...pracy, którą wybrałam zamiast aplikacji. Od dzisiaj jestem Twoją stałą "obserwatorką" - nie wiem czy poprawnie określiłam. Czekam na następne posty. Pozdrawiam, EM.

Restless Blonde pisze...

Dziękuję za miłe słowa! :)

Anonimowy pisze...

Podoba mi się ten post. Prawdziwa z Ciebie estetka. Ja nie wiem jak wyglądają piwonie, nigdy nie piłem chłodnego wina nad fontanną i nie próbowałem syropu klonowego. Mimo tego fajnie się czyta takie rzeczy, mało jest ludzi zwracających uwagę na piękno początkowych letnich dni.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...