Pokazywanie postów oznaczonych etykietą carrie bradshaw. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą carrie bradshaw. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 czerwca 2014

On beauty.

"Paulina, napisz post o tym, że ładnym żyje się lepiej". I tak też zamierzałam zrobić. Myślałam kilka dni, analizowałam "problem". Bo z jednej strony to oczywiste, że dzięki ładnej buzi można wiele zyskać - pan policjant potraktuje nas łagodniej, dostaniemy zniżkę w sklepie, dziecko wyciągnie do nas rączki. A z drugiej strony, to piękno czasem "boli", jak śpiewa w swoim najnowszym singlu "Pretty hurts" Beyonce. Bo takie doklejanie "łatek" jest niepotrzebne. Często za ładną buzią kryje się mnóstwo problemów. Pięknej dziewczynie jest trudniej zyskać sympatię trochę brzydszych koleżanek. Nie mówiąc o tym, że w pracy będzie pracowało się jej dobrze głównie z mężczyznami. 

Tak, o tym można by pisać wiele. Ale - czy warto? Celowo porzuciłam ten lotny temat, któremu mogłabym poświęcić dzisiejszy wpis. Nie będę tu sypać banałami w stylu "Liczy się wnętrze". Pewnie, że się liczy. Ale szukając drugiej połówki, najpierw zwracamy uwagę na wygląd. Bo dobrego serca czy stałości zwyczajnie nie widać...

Więc o co chodzi z tym całym pięknem? Pomysł do napisania o tym, że ładni ludzie mają w życiu łatwiej, podsunęła mi koleżanka. Naprawdę piękna i mądra. Za którą ogląda się ponad połowa mężczyzn na ulicy (sama widziałam!). O której każdy w oczywisty sposób powie, że jest atrakcyjna. Problem w tym, że ona sama tego nie widzi. Komplementuje innych, zapominając o tym, że sama jest wyjątkowa. 

Piękno jest rzeczą względną. Coś, co komuś wydaje się przeciętne, innym bardzo się spodoba. Najważniejsze to polubić siebie. Znać swoje wady i zalety. Umieć dostrzec w sobie, to, co wyjątkowe. Potrafić zaśmiać się z własnych błędów. Cieszyć się sukcesami. Być świadomym siebie - ale nie próżnym. To trudna, ale niezwykle cenna cecha, której nabiera się z wiekiem. I gdy ktoś powie Ci szczery komplement, po prostu podziękuj. Bo to właśnie jest piękne.

 
 

"Paulina, write a post - pretty people have a better life" And so I was going to do. I 've been thinking on it for a few days, analyzing the 'problem'. Because, on the one hand, it is obvious that with a pretty face you can gain a lot - a cop will treat you gently, you'll get a discount at the store, a child will pull its hands to you. On the other hand, this beauty sometimes "hurts" - as, in her latest single "Pretty Hurts", sings Beyonce. Such sticking of "patches" is unnecessary. Often this pretty face covers a lot of problems. And it is harder for a beautiful girl to gain a sympathy of uglier girlfriends. Not to mention the fact that at work it will be better to co-operate rather mainly with men.

Yes, you can write a lot about that. But - is it worth it? I deliberately abandoned this volatile topic that I could dedicate today's post to. I will not throw platitudes like "What matters is inside." Sure, that counts. But searching for the one, we first pay attention to one's appearance. Because you simply cannot see a good heart or stability ...


So what's with all this beauty? The idea to write about the fact that pretty people have an easier life was given to me by a girlfriend. Really beautiful and smart one. Watched by more than a half of men in the street (I saw it myself!). About which everybody would clearly say 'attractive'. The problem is that she doesn't see it herself. Complementing other people, she forgets that fact that she is unique.


Beauty is a relative thing. Something that seems to be mediocre for one, others would really like. The thing is to like yourself. Know your advantages and disadvantages. To be able to see what's unique in you and to laugh at your own mistakes. Enjoy success. Be aware of yourself - but not to be vain. It's difficult, but extremely valuable feature, which is learnt with age. And when someone tells you a sincere compliment, just thank. Because that's what is beautiful.

Pics from tumblr.com
Vidoe from youtube.com

piątek, 1 marca 2013

Hello March!

Nie wiem, jak to się stało, ale mamy 1go marca. Luty zawsze mija tak szybko, a jest raptem krótszy o 2 dni (od czasu do czasu  - o 1). Patrzę za okno - śniegu brak :) i właśnie w tej chwili zza siwych chmur nieśmiało wygląda słońce. Tak, bardzo mi go brakuje, zwłaszcza, że ostatniej zimy naprawdę nie uraczało nas swą obecnością zbyt często... Na palcach rąk mogę policzyć dni, kiedy w siarczysty mróz śnieg błyszczał w promieniach słońca.
 
I don't know how come we have the 1st of March today. February always passes so quickly and is suddenly only 2 days shorter (from time to time - 1 day). I look out the window - no snow :) and right now sun seems to look in very shyly behind the gray clouds. Yes, I miss it very much, especially since last winter it treated us with its presence very rarely... On the fingers can I count the days when the frost snow sparkled in the sun.



Beautiful Miss Dior ad! 

Marzec zaliczam już do wiosny. Mimo, że jak najbardziej zdarza się w marcu i deszcz, i śnieg, to powietrze jest już inne. Sprawdzam pogodę w telefonie - w przyszłym tygodniu słońce i 5-8 stopni na plusie :) A więc żegnajcie grube buciory, witajcie szpilki! :) No właśnie. Zdradzę Wam swoje dwa noworoczne postanowienia (robię je co roku i zapisuję w notesie). Nie podzielę się tymi najbardziej osobistymi, to zbyt krępujące. Ale mam wśród tej listy dwa, może niezbyt poważne (ale tym, którzy mnie znają, nie wydaje się to nic dziwnego), a które zaczynam stosować z powodzeniem : 1). w nowym roku chodzę częściej na obcasie i 2). w nowym roku częściej maluję usta. 

I treat March as a part of spring. Although in March there may occur not only rain, but also snow too, the air is just different. I check the weather on the phone - it's going to be sunny next week and 5-8 degrees :) So goodbye thick boots, welcome high heels! :) Well, talking about that... Let me tell you about my two New Year's resolutions (I do it every year and write down in my notebook). I will not share the most personal ones, it's too embarrassing. But, among other on the list, there are two, maybe not too serious (but those who know me do not seem to by surprised by that), which I seem to apply well so far: 1). in the new year I wear more high heels and 2). in the new year I use lipsticks more often.
 My <3 Valentino shoes

 Jimmy Choo

Najpierw szpilki. Mam ich całą kolekcję. Kocham piękne buty, kupuję tylko te dobrej jakości, szaleję na wyprzedażach, szukam okazji. Mam kilka ulubionych par. Większość z nich ma baardzo wysoki obcas - około 10-12 cm. Mam też trochę niższe "okazy". Problemem do tej pory było to, że bardzo rzadko nosiłam je na co dzień. Po pierwsze wygoda - do szpilek trzeba się przyzwyczaić. I mimo, że moje są w większości made in Italy, skórzane i z dobrze wyważonym obcasem, to jednak nigdy wysoki obcas nie będzie dla stóp naturalny. Secundo, mój wzrost - mimo, że normalnie nie jestem bardzo wysoka - mam 172 cm wzrostu - na obcasie robię się naprawdę wyższa niż większość moich koleżanek ... i kolegów :) sami policzcie! Trzecim z argumentów jest to, że chodniki w stolicy Polski są tak krzywe, że zwyczajnie szkoda mi zniszczyć buty po jednorazowym wyjściu (co miało niestety miejsce kilka razy). Szanowna Pani Prezydent - zróbmy coś z tym! nie zawsze mogę jechać taxi ;)
 

First - stilettos. I have the entire collection of them. I love beautiful shoes, buy only good quality ones, I'm crazy about the sales, looking for opportunities to buy shoes cheaply. I have a few favorite pairs. Most of them have reallly high heels - about 10-12 centimeters. I also have a little bit lower-heel "specimens." The problem so far was that I used to wear them very rarely every day. First because of comfort - you need to get used to stilettos. And even though mine are mostly made ​​in Italy, made of leather and with well-balanced heels, it never will be natural for your feet to wear high heels. Secundo, my height - even though I'm not normally very high - I am 172 centimeters tall - high heels really make me much taller than most of my girls...and boys too :) just count it yourself! The third argument is that the sidewalks in the Polish capital city are so crooked that I may simply destroy the shoes with a single output (which took place a few times, unfortunately). So, Madam President - let's do something about it! I cannot always go by taxi;)

Moim osobistym guru, jeśli chodzi o szpilki, jest serialowa Carrie Bradshaw. Mogłabym mieć wszystkie jej buty. Muszę tutaj zaznaczyć: mimo, że posiadam 2-3 pary butów z tzw. platformami, to jednak zawsze (zawsze!) będę kochała klasyczne szpilki na cienkim obcasie z delikatną linią. Takie są najpiękniejsze. I najtrudniej w nich chodzić :)

My personal guru when it comes to high heels, is "Sex and The City" main character - Carrie Bradshaw. I could have all of her shoes. I must note here something: even though I have 2-3 pairs of shoes from with these platforms, I will always (always!) prefer the classic stilettos with thin heel and a delicate line. These are the most beautiful. And the hardest  to walk in :)

I drugie postanowienie - maluję usta. W tej kwestii muszę przyznać, że jakieś 5 lat temu zupełnie rezygnowałam z używania innej szminki, niż balsam do ust. Zwyczajnie mi nie pasowała. Nie mogłam dobrać koloru pomadki - albo była za ciemna, albo za różowa, o czerwonej mogłam już całkiem zapomnieć! Ale z czasem moja twarz mocno się zmieniła, wyglądam inaczej niż na początku studiów. Polubiłam malować usta - na szczęście całkiem dobrze z nimi wyglądam. I rzeczywiście jest tak, że szminka kojarzy mi się z kobietą, a mniej ... z dziewczyną. Trzeba do niej "dorosnąć". 

And the second resolution - I will color my lips more. In this regard, I have to admit that about five years ago I completely opt out of using any other lipstick than lip balm. It just did not suit me. I couldn't choose the color of lipstick - or was it too dark or too pink, and about the red one - I could quite forget it! But over time my face has much changed, I look different now than at the beginning of my studies. I like to use lipsticks now - fortunately, in the end I look good with my lips colored. Indeed it is that lipstick reminds me of a woman, and less ... of a girl. I guess you need to "grow up" to use it. 

Podobnie, jak z butami, mam całą kolekcję szminek. Tych tańszych i droższych, w przeróżnych odcieniach. Ostatnim z nabytków jest szminka + błyszczyk w jednym marki L'Oreal Shine Caresse w kolorze "Juliet", który bardzo polecam - wytrzymał na ustach: kawę, obiad i mycie zębów (!!!) :) Teraz mam zamiar używać go, a także innych szminek, częściej i na co dzień :)



Just like with the shoes, I have a whole collection of lipsticks. These cheaper and more expensive, in various shades. The last of the acquisitions is lipstick + lip gloss in one by L'Oreal Shine Caresse in color "Juliet," which I highly recommend - it really stays on your lips: I ate, drunk and brushed me teeth wearing it (!) :) Now I'm going to use it, as well as other lipsticks, more and more every day :)


P.s.: Gdy kończę pisać, słońce wyszło na dobre zza chmur :) Idę na spacer!
P.s.: When I am finishing writing, sun has already gone aout of the clouds :) I'm going for a walk!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...