czwartek, 26 maja 2016

May'16.


Znowu zamiast wiosny mamy od razu lato. Jedni protestują, a mnie to cieszy, bo kocham słońce i upały. A czas od maja do września uważam za najpiękniejszy w roku. Zaczyna się sezon na truskawki i piwonie. I zimne wino z bąbelkami na tarasie lub w ogródku - choćby takim w restauracji. Znowu czytam mnóstwo książek, najchętniej na ławce w parku. Sięgnęłam właśnie po czytaną kilkukrotnie serię z okresu dzieciństwa i dorastania. Czytam i robi mi się dobrze na duszy. 

 Nie każdy z nas wierzy w intuicję, w wewnętrzny głos. Nie każdy słucha i ufa przeczuciom. Sama parę razy w życiu zadziałałam wbrew powyższym i mocno tego żałowałam. Chciałam kogoś zadowolić wbrew sobie, a naturę mam wprost odwrotną. I kończyło się to klęską. A czasem, podejmując dość ryzykowne decyzje, ale zgodne z tym, co dyktowało mi sumienie, wszystko szło pomyślnie.

I czasem przeszłość miesza się nam z teraźniejszością. Osoby, które kiedyś były nam bliskie, już nas nie obchodzą. I potrzeby, wcześniej takie wyrafinowane, dzisiaj wydają się nadmierne. Bo z biegiem czasu wszystko zdaje się normalnieć, a czasem nawet blednąć. I to, co takie istotne parę lat temu, teraz bywa śmieszne. I nadal ma się marzenia, ale też pokorę, by dawać sobie więcej czasu na ich spełnianie. Bo nie musimy już mieć wszystkiego naraz. Z wiekiem pojawiają się tzw. priorytety. I już się nie chce brać życia garściami. Okazuje się, że smakuje ono lepiej, gdy dostajemy je w mniejszych kawałkach.


Maartje Verhoef by Txema Yeste |
Vogue Russia, June 2016

Again, instead of spring we immediately have summer. One protest and I am glad, because I love sun and warmth. And the time from May to September I consider the most beautiful of the year. The season for strawberries and peonies is on. And the season for cold sparkling wine on a terrace or in a garden - even the one in a restaurant. Again, I read a lot of books, mostly sitting on a park bench. I just started again the read several times series from my childhood and adolescence. I read and it makes me feel good.

I know that not everyone believes in intuition, in the inner voice. Not everyone listens and trusts the instincts. A few times in my life I acted in spite of the above and strongly regretted it. I tried to please someone in spite of myself and my true nature. The end was a disaster. And sometimes - taking risky decisions, but in accordance with what my conscience dictated - everything ended successfully.

 
And sometimes the past mixes with the present. People who were once close to us - now we do not care about them. The needs such sophisticated before, today seem excessive. Because with time passing by everything seems to get normal and sometimes even to fade. And what was so important a few years ago, now may be ridiculous. We still have dreams, but also lowliness to give ourselves more time for their fulfillment. Because we no longer have to have everything. And no longer we want to take life by the handful. It turns out that it tastes better when you get it into smaller pieces.


niedziela, 8 maja 2016

ul. Słoneczna

Spałam dzisiaj u kuzynki. Wracając autobusem o 9:00 z dalszego Bemowa, wysiadłam dwa przystanki wcześniej, by zajść do małego sklepu spożywczego po drodze. I nie wiem, czy to atmosfera osiedlowego SAM-u, gdzie można dostać wszystko, w tym lokalne jogurty (choć "Augustowskiego" nie było...) czy czyste powietrze po wczorajszym intensywnym deszczu, ale przypomniał mi się stary dom mojej Babci w Suwałkach. 

Babcia mieszkała w dużym drewnianym domu przy ulicy Słonecznej, z ogrodem, grządkami, gdzie rosły warzywa i kwiaty, ale były też tam drzewa owocowe. Spędzaliśmy tam z siostrą i braćmi całe nasze dziecięce wakacje. I codziennie chodziłam z Babcią bardzo rano po zakupy. Kupowałyśmy mleko i dużo jagodzianek. 
 
I powietrze pachniało właśnie tak, jak dzisiaj. Było zielono, huśtawka o 8:00 rano była mokra od rosy, szłyśmy na skróty przez podwórko Pani Czesi, gdzie witał nas ogromny pies, którego zawsze się bałam. Nie pamiętam, by na Słonecznej kiedykolwiek padało. Jak wskazywałaby nazwa ulicy. A może to takie dziecięce wspomnienia i idealizowanie tego, co było?
 
Potem Babcia wyprowadziła się do bloku, bo za ciężko było jej palić rano w piecu. Słoneczną sprzedano i czar prysł. I tak mi dzisiaj tęskno za tamtymi wakacjami, za prostotą i atmosferą tamtych dni. Za przeświadczeniem, że nie ma nic innego ponad to, co widziałam moimi dziecięcymi oczami. 
 
*** 
Zjadłabym jagodziankę i popiła zimnym mlekiem. Chociaż go nie znoszę. 


 I slept at my cousin's this night. Returning home by bus at 9:00 a.m. from the further Bemowo, I got off two stops earlier to getgo to a small grocery store on the way.And I don't know if it's the atmosphere of a small self-service shop, where you can get everything, including local yogurt (though the one from Augustów was not available ...) or clean air after yesterday's heavy rainfall, but it reminded me of my Grandma's old house in Suwalki.

Grandma lived in a large wooden house at Solar Street with garden-beds where flowers and vegetables grew, but there were also fruit trees there. We spent 
all our children's summer holidays with my sister and brothers there. Every morning we used to go shopping with Grandma. We always bought milk and a lot of blueberries buns.

 
And the air smelled just like today. It was green, swing at 8:00 in the morning was wet with dew, we walked a short cut across the yard of Ms. Czesia, where her huge dog, which I was always scared of,
greeted us. I do not remember raining any time at the Solar Street. How would indicate the name of the street. Or are these just some children's memories and idealizing of what it was like back then?

 
Then Grandma moved to block of flats, because it was hard for her to burn in the oven in the morning. The Solar Street house was sold and the spell was broken. And so today I miss that summers, the simplicity and the atmosphere of those days. I long for the conviction that there is nothing else than what my children's eyes watched.


 
***


 
I would eat that blueberries bun and drank cold milk. Although I can't stand milk today.

środa, 27 kwietnia 2016

Happiness.

Czasem wydaje nam się, że nie będziemy szczęśliwi bez - i tu sobie wymieniamy różne elementy naszego życia. A przecież to nie o to chodzi. Sama byłam zdziwiona, że nie tylko umiem żyć bez konkretnej osoby, ale też, że jednak jestem szczęśliwa. Co więcej, szczęśliwsza niż na przestrzeni wcześniejszych kilku lat. Że wcale nie muszę co roku jechać na zagraniczne wakacje. 
 
Dla każdego szczęście to coś innego. Ale nigdy wspaniała kariera, piękna żona czy wspaniały mąż albo wakacje w egzotycznym miejscu nie będą życiowym spełnieniem, gdy nie będziemy czuli sensu w tym, co robimy i jak żyjemy. Gdy ciągle jakiś uporczywy głos będzie nam szeptał, że musimy szukać dalej, bo idziemy nie tędy, gdzie trzeba.
 
Patrzymy na innych swoimi oczami i nie rozumiemy, jak można nie lubić podróżować i jak to możliwe, że kogoś cieszy co roku ten sam dom na Mazurach. Że nasz kolega rezygnuje z pracy w dobrej firmie, choć obiecali mu awans. Albo kogoś, kto opuszcza wielkie miasto i jedzie za granicę, choć nie ma żadnego planu. Nie możemy pojąć, jak nasza przyjaciółka może żyć sama i nie chcieć pójść na aranżowaną randkę z bardzo przystojnym znajomym. To przecież niemożliwe, że jest szczęśliwa. Sama?
 
*** 
Gdy to, co mówisz jest tym, co myślisz, a myśli w Twojej głowie są zgodne z tym, co masz w sercu, to chyba właśnie jest szczęście. 




Sometimes it seems that we will not be happy without - and here we list some various elements of our lives. And that's not the point. The truth is I was surprised that not only I was able to live without a particular person, but also that I was actually happy. What's more, even happier than before over past few years. That actually I do not have to go on foreign holidays every year.

 
Everybody perceives happiness differently. But never a great career, a beautiful wife or a wonderful husband or vacation in an exotic location will constitute a fulfilled life when we do not feel sense in what we do and how we live. When still a persistent voice whispers to us that we need to look further because this is not the right way.


 
We look at others through our eyes and do not understand how one may not like to travel, and how is it possible that someone enjoys every year the same house in Mazuria. That our colleague quits his job in a nice firm, even have been promised to get a promotion. Or someone who leaves a big city and goes abroad, although there is no plan. We cannot understand how our friend can live alone and does not want to go on arranged date with a very handsome friend of ours. It's impossible that she is happy, isn't it? Being single?

 
 
***


 
If what you say is what you think, and the thoughts in your head are consistent with what you have in your heart, that's probably what they call happiness.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...