sobota, 11 czerwca 2016

Zapiski z podróży na Śląsk, grudzień 2015

Przystanek autobusowy w Środzie Śląskiej. Obok kiosku, gdzie uszminkowane na różowo babcie sprzedają kwiaty - owszem - ale tylko sztuczne, z plastyku, za to we wszystkich kolorach tęczy, na wielkiej ścianie budynku wita podróżnych wymalowana przez artystów graficiarzy twarz 2Paca. Tak, tego rapera od 'Changes'.

W Lubinie bez drugiego "L" na ulicy wszyscy weseli od samego rana, część jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że weekend się niechybnie skończył, krokiem węża przemierzając chodniki, śpiewa wcale nie pod nosem. 

We Wrocławiu mżawka. I dużo zmian (changes, changes, jakie życie - taki rap). Przebudowa dworca PKS. Ale wszystkie budynki takie ładne, prawie każdy zwraca uwagę - a to ciekawym łukiem, a to gzymsikiem. Choć część mocno zaniedbana. A w ciucholandzie kożuchy za stówkę. Całkiem ładne, ale raczej na zimę suwalską, niż wrocławską.

Luksusowy pociąg Intercity do Warszawy pełny tylko w połowie. W końcu to poniedziałek. Wszyscy bardzo spokojni, zaczytani. Popijają kawę rozpuszczalną z napisem "espresso", rozdawaną przez obsługę. I nikt nie chrapie, można posłuchać granego na stacjach Chopina. 






czwartek, 26 maja 2016

May'16.


Znowu zamiast wiosny mamy od razu lato. Jedni protestują, a mnie to cieszy, bo kocham słońce i upały. A czas od maja do września uważam za najpiękniejszy w roku. Zaczyna się sezon na truskawki i piwonie. I zimne wino z bąbelkami na tarasie lub w ogródku - choćby takim w restauracji. Znowu czytam mnóstwo książek, najchętniej na ławce w parku. Sięgnęłam właśnie po czytaną kilkukrotnie serię z okresu dzieciństwa i dorastania. Czytam i robi mi się dobrze na duszy. 

 Nie każdy z nas wierzy w intuicję, w wewnętrzny głos. Nie każdy słucha i ufa przeczuciom. Sama parę razy w życiu zadziałałam wbrew powyższym i mocno tego żałowałam. Chciałam kogoś zadowolić wbrew sobie, a naturę mam wprost odwrotną. I kończyło się to klęską. A czasem, podejmując dość ryzykowne decyzje, ale zgodne z tym, co dyktowało mi sumienie, wszystko szło pomyślnie.

I czasem przeszłość miesza się nam z teraźniejszością. Osoby, które kiedyś były nam bliskie, już nas nie obchodzą. I potrzeby, wcześniej takie wyrafinowane, dzisiaj wydają się nadmierne. Bo z biegiem czasu wszystko zdaje się normalnieć, a czasem nawet blednąć. I to, co takie istotne parę lat temu, teraz bywa śmieszne. I nadal ma się marzenia, ale też pokorę, by dawać sobie więcej czasu na ich spełnianie. Bo nie musimy już mieć wszystkiego naraz. Z wiekiem pojawiają się tzw. priorytety. I już się nie chce brać życia garściami. Okazuje się, że smakuje ono lepiej, gdy dostajemy je w mniejszych kawałkach.


Maartje Verhoef by Txema Yeste |
Vogue Russia, June 2016

Again, instead of spring we immediately have summer. One protest and I am glad, because I love sun and warmth. And the time from May to September I consider the most beautiful of the year. The season for strawberries and peonies is on. And the season for cold sparkling wine on a terrace or in a garden - even the one in a restaurant. Again, I read a lot of books, mostly sitting on a park bench. I just started again the read several times series from my childhood and adolescence. I read and it makes me feel good.

I know that not everyone believes in intuition, in the inner voice. Not everyone listens and trusts the instincts. A few times in my life I acted in spite of the above and strongly regretted it. I tried to please someone in spite of myself and my true nature. The end was a disaster. And sometimes - taking risky decisions, but in accordance with what my conscience dictated - everything ended successfully.

 
And sometimes the past mixes with the present. People who were once close to us - now we do not care about them. The needs such sophisticated before, today seem excessive. Because with time passing by everything seems to get normal and sometimes even to fade. And what was so important a few years ago, now may be ridiculous. We still have dreams, but also lowliness to give ourselves more time for their fulfillment. Because we no longer have to have everything. And no longer we want to take life by the handful. It turns out that it tastes better when you get it into smaller pieces.


niedziela, 8 maja 2016

ul. Słoneczna

Spałam dzisiaj u kuzynki. Wracając autobusem o 9:00 z dalszego Bemowa, wysiadłam dwa przystanki wcześniej, by zajść do małego sklepu spożywczego po drodze. I nie wiem, czy to atmosfera osiedlowego SAM-u, gdzie można dostać wszystko, w tym lokalne jogurty (choć "Augustowskiego" nie było...) czy czyste powietrze po wczorajszym intensywnym deszczu, ale przypomniał mi się stary dom mojej Babci w Suwałkach. 

Babcia mieszkała w dużym drewnianym domu przy ulicy Słonecznej, z ogrodem, grządkami, gdzie rosły warzywa i kwiaty, ale były też tam drzewa owocowe. Spędzaliśmy tam z siostrą i braćmi całe nasze dziecięce wakacje. I codziennie chodziłam z Babcią bardzo rano po zakupy. Kupowałyśmy mleko i dużo jagodzianek. 
 
I powietrze pachniało właśnie tak, jak dzisiaj. Było zielono, huśtawka o 8:00 rano była mokra od rosy, szłyśmy na skróty przez podwórko Pani Czesi, gdzie witał nas ogromny pies, którego zawsze się bałam. Nie pamiętam, by na Słonecznej kiedykolwiek padało. Jak wskazywałaby nazwa ulicy. A może to takie dziecięce wspomnienia i idealizowanie tego, co było?
 
Potem Babcia wyprowadziła się do bloku, bo za ciężko było jej palić rano w piecu. Słoneczną sprzedano i czar prysł. I tak mi dzisiaj tęskno za tamtymi wakacjami, za prostotą i atmosferą tamtych dni. Za przeświadczeniem, że nie ma nic innego ponad to, co widziałam moimi dziecięcymi oczami. 
 
*** 
Zjadłabym jagodziankę i popiła zimnym mlekiem. Chociaż go nie znoszę. 


 I slept at my cousin's this night. Returning home by bus at 9:00 a.m. from the further Bemowo, I got off two stops earlier to getgo to a small grocery store on the way.And I don't know if it's the atmosphere of a small self-service shop, where you can get everything, including local yogurt (though the one from Augustów was not available ...) or clean air after yesterday's heavy rainfall, but it reminded me of my Grandma's old house in Suwalki.

Grandma lived in a large wooden house at Solar Street with garden-beds where flowers and vegetables grew, but there were also fruit trees there. We spent 
all our children's summer holidays with my sister and brothers there. Every morning we used to go shopping with Grandma. We always bought milk and a lot of blueberries buns.

 
And the air smelled just like today. It was green, swing at 8:00 in the morning was wet with dew, we walked a short cut across the yard of Ms. Czesia, where her huge dog, which I was always scared of,
greeted us. I do not remember raining any time at the Solar Street. How would indicate the name of the street. Or are these just some children's memories and idealizing of what it was like back then?

 
Then Grandma moved to block of flats, because it was hard for her to burn in the oven in the morning. The Solar Street house was sold and the spell was broken. And so today I miss that summers, the simplicity and the atmosphere of those days. I long for the conviction that there is nothing else than what my children's eyes watched.


 
***


 
I would eat that blueberries bun and drank cold milk. Although I can't stand milk today.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...