Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 lutego 2018

Rehearsal

Ostatnio pewien nowo-poznany kolega, który na wstępie zaznaczył, że nie pochodzi z Warszawy, zapytał, jak mi się stolica podoba. Pytanie jak pytanie, a mnie zbiło z pantałyku. Bo jak można opisać jednym słowem miejsce, w którym spędziło się ponad 1/3 swego życia? Tu już chyba nie ma obiektywizmu. Warszawę traktuję trochę jak wysłużone, ale ulubione buty. Wygodne, niegdyś piękne, dzisiaj widzę ich wyraźne zniszczenia, jednak patrzę na nie z sentymentem. W tyle miejsc mnie zaniosły. Powinnam je wyrzucić, ale jakoś nie umiem. Chociaż wciąż kupuję nowe.

I tak samo jest z tym miastem. Tętniącym życiem, miejscami zniszczonym, poobijanym, ale dobrze znanym. Z utartymi ścieżkami, miejscami. Gryzącym czasem w oczy swoją brzydotą, gdy wracam z innych europejskich stolic. A jednak bliskim. I odpowiadam, że to mój dom, tu mam pracę, mieszkanie i swoich ludzi. 

Kolega natomiast "tylko tu pracuje. I gdy tylko może, wraca do rodzinnego Trójmiasta". Podobne zdanie słyszałam nie raz. I zastanawiam się, czy tak się da. A jeśli tak, to na jak długo. Żyć, jakby na powierzchni, nie zapuszczając korzeni. Jak gdyby prawdziwe życie miało się dopiero zacząć, a to wszystko to tylko próba generalna. 

Tylko kiedy się zacznie właściwe przedstawienie?





Recently, a just-met friend, who at the beginning indicated that he does not come from Warsaw, asked me how do I like the capital city. Simple question and I got off my pantaloons. How can you describe in one word the place where you spent over one-third of your life? There is probably no objectivity here. I treat Warsaw a bit like worn-out but favorite shoes. Comfortable, once beautiful, today I see their clear destruction, but look at them with sentiment. In so many places they carried me. I should throw them away, but somehow I can't. Although I still buy new ones.

And it is the same thing with this city. Vibrant, in some parts - damaged, battered, but well-known. With beaten paths, places. Sometimes biting my eyes with ugliness when I come back from other European capitals. And yet, close to my heart. And I answer that here is my home, here I have a job, a flat and my people.

This friend "only works here, and whenever he can, he returns to his home in Tri-City". I have heard a similar sentence more than once. And I wonder if this is possible. And if so, for how long. Living, as if on the surface, without growing roots. As if a real life was just about to start, and all this is just a rehearsal.Only when the show starts?

niedziela, 12 kwietnia 2015

Vistula Dream

Wczorajszy dzień bez wątpienia był jak do tej pory najcieplejszym w tym roku. Nie wyobrażałam sobie spędzić go inaczej, jak tylko na świeżym powietrzu. O 10:00 poszłam biegać, a o 13:00 wraz ze znajomymi odwiedziliśmy food tracki, by wreszcie udać się na nad Wisłę. 

Jak niewiele do szczęścia potrzeba człowiekowi, można było przekonać się, patrząc na uśmiechy na twarzach wszystkich plażowiczów. Niektórzy nawet wybrali bikini i krótkie spodenki. Chociaż kolejka do toalety ciągnęła się wężykiem przez cały podest "Plażowej', nikogo to nie zniechęciło. Praski brzeg rzeki tętnił życiem aż do wieczora. 

I mimo, że dzisiaj pogodę mamy znowu wiosenną, a wiatr przypominał o tym, że to dopiero kwiecień, wszyscy patrzymy z większym optymizmem na otaczającą nas rzeczywistość. I nawet poniedziałek, który już czai się za rogiem, nie wydaje się taki straszny. 

 pic. https://www.facebook.com/kawiarniaplazowa?fref=photo

Yesterday was with no doubt the warmest day this year so far. I couldn't imagine spending it other way than outdoors. At 10 a.m. I went to run, and about 1 p.m. we visited some food tracks with friends, to finally go to the Vistula.

How little a man needs to be happy, you could see by looking at the smiles on the faces of all the sunbathers. Some even chose bikini and shorts. Although a queue to toilets was snake-long through the entire platform of 'Plażowa', nobody was discouraged with it. The Praga's bank of the river was full of life until the evening.

And despite the fact that today we have again a spring weather and a wind reminded that it is only April, we all are more optimistic looking at the world around us. And even Monday, which lurks around the corner, even it doesn't seem so bad.

niedziela, 18 stycznia 2015

Something about her.

Ci, którzy jej nie znają, omijają ją z daleka. 
Niektórzy, mimo prób, nie wytrzymują i szukają dalej.
Bo ona potrzebuje czasu. 

Ale poznana bliżej, jest dobra, pełna cierpliwości dla tych, którzy wciąż pędzą. 
Ona pędzi razem z nimi. Nieustannie. 
Trochę smutna, ale coraz piękniejsza. 
Trudno ją zostawić, choćby na trochę.
Jest jak dumna kobieta. Zawsze z uniesioną głową, mimo, 
że tak krytykowana i wytykana palcami. 
Gdy spojrzeć na nią z boku, z dystansu, wydaje się jak drugi dom. 
Mimo, że taka trudna do kochania. 

Warszawo, co Ty mi zrobiłaś??









Those who don't know her, omit her from afar.
Some, despite attempts, are not able to stand her and look on.
Because she needs time.

  Yet, known closer, she's good, full of patience for those who still rush.
She follows them. Constantly.
A little sad, but more and more beautiful.
It's hard to leave her, even for a little bit.

Like a proud woman. Always with her head up
though criticized so often and pointed out with your fingers.
When you look at her from the side, from a distance, she seems like a second home.
Although so difficult to love.

Warsaw, what you've done to me ??

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...