wtorek, 12 lutego 2013

Kariera młodszego prawnika. Junior associate's career.

Być prawnikiem - to brzmi dumnie... czyżby? Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach prawnik nie jest już synonimem wiedzy, dobrych manier i nieskazitelności charakteru. Jeszcze pół wieku temu polscy prawnicy rzeczywiście stanowili elitę - niedostępną dla przeciętnych, czy tych "źle" urodzonych... Dziś studiować prawo można właściwie wszędzie, znajdziesz je na każdym z uniwersytetów. Ale to dla tych ambitnych. Magistrem prawa możesz zostać, kończąc jedną z akademii, szkół "imienia-kogoś-tam". Nie jest to rzecz nieosiągalna. Same studia nie są trudne i jeśli nie przeraża cię ilość materiału do "wkucia", you can get it

Dla wielu (zwłaszcza nie-prawników) wyimaginowanym wyczynem jest też aplikacja - adwokacka (przyjemniejsza), radcowska, notarialna, sędziowska czy komornicza. Legendą owiane są już historie o tym, jak ciężko się na nią dostać i jakie układy rządzą w tym środowisku. Jest to dalekie od rzeczywistości. I o ile trzeba poświęcić trochę czasu na naukę do egzaminu wstępnego, to zdanie go jest absolutnie osiągalne. Test nie sprawdza inteligencji czy wiedzy - to sprawdzian tego, czy udało ci się wykuć odpowiedzi i poprawnie wpisać je na kartę. Dlatego bolesne było moje pierwsze wrażenie na ślubowaniu - "co ja tu robię? pośród tego TŁUMU?". No właśnie - absolwentów prawa, prawników, aplikantów - wszystkich ich jest za dużo! Maturę i egzamin wstępny zdają rzesze ludzi przeciętnych, którzy w czasach naszych rodziców i dziadków nie wybierali się na studia. I nie krytykuję tu faktu, że kształcić się trzeba. NIE. Ale dlaczego tacy ludzie wybierają prawo??? 


Jestem absolwentką prawa jednego z uniwersytetów uznawanych za najlepsze w Polsce. Studia przeleciały jak pstryknięcie palcami, poszłam więc za ciosem - zdałam na aplikację radcowską (tą bardziej upierdliwą...). W międzyczasie stażowałam i pracowałam w kilku kancelariach międzynarodowych. Ze względu na wrodzoną ambicję (a może jej przerost), wybierałam te z pierwszej 20stki rankingu "Rzeczpospolitej". Już pierwszego dnia stażu poczułam, że trafiłam w niewłaściwe dla mnie miejsce. Na pytanie podekscytowanej mamy: "Jak pierwszy dzień w kancelarii? podobało się?", moja odpowiedź była jednoznacznie negatywna. 

Później nie było lepiej. Zderzenie z codziennością kancelaryjną było zaskakująco rozczarowujące. I nie mam na myśli faktu, że wszyscy w biurze siedzą od rana do nocy, chodzą na "lancze" i lansują się swoimi smartfonami (ja kocham swego iPhone'a). By znaleźć szczęście w kancelarii, musisz przepychać się łokciami, być sztuczny i utrzymywać relacje na "płytkim" poziomie - żadnych głębszych rozmów, obgadywania, emocji. I musisz pokazać, że pracujesz, nawet jeśli w rzeczywistości się obijasz. WRAŻENIE JEST W CENIE. 


Niestety to nie dla mnie. Zastanawiałam się nawet, czy to ze mną jest coś nie tak. Dlaczego ja tak nie potrafię? Jestem zbyt emocjonalna, niecierpliwa, by w kółko przygotowywać wciąż te same lub podobne pisma i dokumenty, nie umiem udawać, zawsze robiłam pracę na czas i chciałam iść do domu - by zająć się milionem ciekawszych i bardziej kreatywnych rzeczy. Podsumowując, codzienność kancelaryjna nie przypomina tej z sielskiego serialu "Magda M." czy kochanego "Ally McBeal". Bliżej jej do tej z serialu "Suits" (który zresztą bardzo polecam!) (zdj. powyżej). Trzeba pamiętać jednak, że jesteśmy w Warszawie, nie w Nowym Jorku. Nasz proces nie jest scenerią do popisywania się prawniczą retoryką. Jest to raczej seria pytań w stylu: "Czy pani mecenas ma jakieś pytania?", "Czy są wnioski dowodowe?". Sprawy nie są tak fascynujące. A prawnicy tak przystojni.


Jak wszedzie, tak i w świecie prawniczym są wyjątki - znam świetnych prawników, skutecznych negocjatorów i obrońców, prawdziwych fascynatów prawa. Jest nawet kilku przystojnych ;) Jednak nieodmiennie młodszy prawnik będzie kojarzył mi się z wizerunkiem "Junior Associate'a", znanego wtajemniczonym z Facebooka (zdj. powyżej).

Pięć świetnych kancelarii międzynarodowych, szkoła prawa brytyjskiego, aplikacja radcowska, kurs prawno-biznesowy na Uniwersytecie w Oxfordzie. I wnioski? Nie chcę być prawnikiem. Byłam już w sądach, znam życie kancelarii, korporacji. I nie lubię prawników. Prawo nigdy nie będzie dla mnie celem samym w sobie. Skończę aplikację, postaram się o tytuł radcy prawnego. Może moje podejście zmieni się w przyszłości, nie wykluczam tego, że znacznie bardziej spodoba mi się bycie in-house'm w spółce. A jesli nie, to zawsze gruntowne wykształcenie. Póki co, chcę być w życiu kimś innym...może dziennikarką? :) 

xoxo 

P.

Junior Associate Career

Being a lawyer - sounds proudly ... does it? I think that nowadays a lawyer is no longer synonymous with great knowledge, good manners and integrity of character. Even half a century ago, Polish lawyers really were the elite - inaccessible to the average, or the ones with an "inappropriate" origins... Today you can actually study law anywhere in Poland, you'll find them at any of the universities. But it's for the ambitious ones. Master's degree in law may be acquired by ending one of the academies, schools of "somebody's name". This is not an unattainable thing. Exams in a law school themselves are not difficult, and if you are not scared with an amount of material to learn, you can get it.

For many people (especially non-lawyers) an imaginary achievement is also to get into a legal training to be - an attorney (less annoying), a solicitor, a notary, a judge and a liquidator. The stories about how hard it is to get there and what systems govern in this environment have become legendary already. However, this is far from reality. And if you are willing to spend some time learning for the entrance examination, it is absolutely achievable. The test does not check your intelligence or knowledge - it just proves whether you were able to forge an answer. So painful was my first impression at the oath of the trainees - "what am I doing here? among this crowd?". Well, here is the point - law graduates, lawyers and trainees - there are too many of them! High school diploma and entrance exam - numbers of average people get them. Such kind of people - in the days of our parents and grandparents - did not choose to study at all. And I am not criticizing here the fact that you need to educate yourself. NO. But why do these people choose law?



I graduated at one of the best universities in Poland. Studies flew like a snap of your fingers, so I went with the flow - I passed an exam for the solicitor's training (the more annoying one!). In the meantime I had some internships and I worked in a number of international law firms. Due to the inherent ambition I chose the ones in the first 20. in "Rzeczpospolita" rank. On the first day of internship, I felt that I came to the wrong place. The question my mom asked me, excited, was: "How was your first day in the office? Did you like it?". My response was overwhelmingly negative.Later, it was not better. Facing everyday reality at the law firm was surprisingly disappointing. I do not mind the fact that all the people sit in the office from morning to night, go for lunch and show off with their super-new-smartphones (I love my iPhone btw). To find happiness in the office, you mhave to push your elbows, be artificial and maintain relationships to "shallow" level - any deeper conversation, backbiting or emotions are not  allowed. And you have to show that you are working, even if, in fact, be fooling around. APPEARANCE IS INCLUDED IN THE PRICE.

Unfortunately, it's not for me. I wondered whether it was me that there is something wrong with. Why can't I act like the other ones? Well, I am much too emotional, too impatient to prepare over and over again still the same or similar letters and documents, I cannot pretend, I always do my work on time and want to go home after that - to take care of a million more interesting and more creative things. In summary, daily life in a law firm is not like the idyllic "Magda M." (a Polish series) or the beloved "Ally McBeal" one. It is closer to the scenery of the TV series "Suits" (which I highly recommend btw!). It must be remembered, however, that we are in Warsaw, not in New York. Our trial is not a scenery to show off your legal rhetoric. It is rather a set of questions like "Do you, attorney, have any questions?", "Are there any motions fro evidence?". Cases are not that fascinating. And  lawyers are not that handsome.

 
As everywhere, so in the legal world, there are exceptions - I know great lawyers, effective negotiators and advocates, some real enthusiasts of law. There are even a few handsome guys ;) But junior lawyer will invariably remind me of the image of "Junior Associatefamiliar for some people from Facebook (2nd image).

Five great international law firms, British law centre, legal and business course at the University of Oxford. And the conclusions? I do not want to be a lawyer. I know that for sure. I was in court, I know a daily life of a law firm and a corporation. Moreover, I do not like lawyers. The law will never be a goal in itself for me. I'm going to finish the training period, I will try to get the title of solicitor. Maybe something will change in the future, I don't say "no" for in-house lawyer career. And even if not - it's always a thorough education. But for now, I would like to do something else for living... maybe I'll be a journalist? :)

11 komentarzy:

redsun pisze...

powiem ci że mnie trochę prestraszyłas bo za 3 tyg mam mature i chcę iść na prawo, juz w sumie nie moge się wycofać bo uczę się przedmiotów pod to , ale zaczynam się bać ;D


zapraszam do wzajemnej obserwacji :)

paulina.be pisze...

Nie martw się. Idź na prawo, daje spektrum możliwości. Po prostu to wybór nietrafiony dla mnie ;)Mam za mało cierpliwości do tego zawodu :)

Fitnesslandia pisze...

Masz niesamowicie lekkie pióro, więc dziennikarstwo nie wydaje się być wyborem bardzo abstrakcyjnym, a nuż? ;) Ciężko wypowiedzieć mi się w temacie prawniczym, bo poza paroma sądowymi rozprawami i tułaczkami do doradców jestem zupełnie zielona - niemniej również polecam Suits, genialny serial chociaż ostatnie odcinki są dosyć... naciągane. Mam nadzieję, że scenarzystów nie poniesie wyobraźnia aż nadto ;)
Pozdrawiam!

paulina.be pisze...

Dzięki! Serial jest obrazem korpo-życia, ale dość dobrze obrazuje, jak to wygląda od kuchni. U nas w Polsce oczywiście cały proces wygląda inaczej, Suits to właściwie przewijające się wzajemne szantaże wśród prawników - kto co powie itd. Wszystko trzeba brać z przymrużeniem oka. Ale - ogólnie rzecz biorąc - tak to wygląda naprawdę. Pozdrawiam!

ps: nice body!!!!

Anonimowy pisze...

Ciekawy post. Korpo to nie miejsce dla ludzi z temperamentem, a prawnicy to raczej sztywne środowisko.
Nie Ty jedyna jesteś rozczarowana pracą po studiach. Na „abslowenckiego kaca” cierpi wiele osób, z tym, że ci bardziej ambitni przeżywają go jeszcze mocniej. Przebić się jest cieżko w każdej branży, nie tylko w prawie. Po prostu urodziliśmy sie w złym miejscu, a i na pewno w złym czasie. Kiedyś (połowa lat 90tych) wystarczyło mieć mgr i znać angielski i po 1-2 latach zostawało się dyrektorem, a później prezesem. Dzisiaj mamy nadprodukcję absolwentów i bardzo trudno szybko zrobić karierę. Po prostu trzeba zagryźć zęby i przesiedzieć swoje. Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

za bardzo generalizujesz

paulina.be pisze...

Pewnie tak, może nie trafiłam w miejsce na tyle dobre? mam nadzieję, że może z czasem coś się zmieni ;) ale korporacje to jednak taka sama bajka wszędzie...

yoanna pe pisze...

moja droga była bardzo podobna (z tą różnicą, że zmiast prawa brytyjskiego - było włoskie, a zamiast aplikacji radcowskiej - adwokacka. kluczem do szczęścia (mojego) była jednak decyzja o pracy na własną rękę. daje nieprawdopodobne możliwości rozwoju, poczucie niezależności i mienia-w-nosie-niemądrego-szefa :)

yoanna pe pisze...

nie jestem zwolenniczą zagryzania zębów - jeśli gdzieś, mam nam być dobrze, to będzie! A jeśli nie, warto szukać dalej. Ja akurat przeszłam kilka sieciówek prawniczych i mimo upływu ponad 6 lat od ostatniego takiego doświadzenia, nadal mam gęsią skórkę! Praca na własną rękę, to jest to!

paulina.be pisze...

Moje doświadczenia z korporacjami są, jakie są. Nie zaprzeczam, że są tez fajne kancelarie, mam znajomych zadowolonych ze swojej pracy. Wierzę, że można w końcu znaleźć coś dobrego. Na własną rękę tez trzeba chcieć pracować - etat to ciepła posadka, a w czasie kryzysu czasem klientów trzeba "wyrywać sobie z gardeł". Życzę powodzenia :)

Anonimowy pisze...

Cieszę się, że napisałaś takiego posta. Oczywiście współczuję Ci, że tak się czujesz, że po latach studiowania itd. dochodzisz do wniosku, że to nie dla Ciebie. Ale cieszę się, że nie tylko ja jestem zniechęcona do korrporacji. Jestem po maturze. Chcę iść na architekturę, a wiadomo, że później praca będzie również głównie biurowa i w większości w jakichś wielkich firmach. Bardzo się tego boję. W tym roku nawet postanowiłam zrobić sobie "gap year", żeby dokładnie przemyśleć, czy to jest właśnie to, czego chcę. Jestem ambitna, zawsze dostawałam to, czego chciałam. A teraz boję się, że dobie nie poradzę, bo jest tak wiele osób lepszych ode mnie. A później, po latach męczenia się ze sobą będę musiała męczyć się w obcisłym uniformie w korporacji. Wzdrygam się na samą myśl. Chciałabym znaleźć alternatywę dla tego, przekonać się, że można pracować nie tylko w korporacjach, że nie trzeba stłumić swojej tożsamości i zapomnieć o tym, co nas interesuje. Może przez ten rok coś mi się poukłada, rozjaśni. A może zupełnie zmienię moje preferencje zawodowe...
PS. Przyjemnie się "Ciebie" czyta. Widać, że nie jesteś "kolejną tępą blogerką modową", a reprezentujesz sobą trochę więcej :)
Pozdrawiam i powodzenia w dalszym rozwijaniu bloga,
Kasia :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...