niedziela, 2 listopada 2014

Hello, November.

Mamy listopad. Pani Jola mówi, że to najgorszy miesiąc w roku, że go nie znosi, jest taki mglisty, ciemny, a mówiąc to, marszczy nos z dezaprobatą. Coś w tym jest, ale mnie jednak cieszy to, że w pogodzie nadal zapowiadają temperatury dalekie od zimowych. I słońce. 
Listopad to też sporo okazji do świętowania w mojej rodzinie - urodziny, imieniny. I długie wieczory, nadrabianie zaległości filmowych, bo latem szkoda pogody na kino i siedzenie przed telewizorem. 
Weekend zbliża się ku końcowi. W tym roku na Wszystkich Świętych do rodzinnych Suwałk przyjechało mniej osób niż zwykle, bo były to tylko 2 dni, a korki są nieporównanie większe, niż zwykle. Spotkałam jednak wiele osób, często nie widzianych latami. Albo znanych tylko z widzenia. 
Tęsknię trochę za Warszawą, wychodzeniem na kawę czy wino w tygodniu. Nie jestem przyzwyczajona do tego, że w mniejszym mieście po pracy idzie się do domu. Mama mówi, że wszystko się zmieni, gdy będę miała rodzinę. Na pewno. Ale dziś brakuje mi tego beztroskiego życia, jakie wiodłam w stolicy. 
I tęsknię za przyjaciółmi. Poza tym, bardzo odpowiada mi to, jak zmieniło się ostatnio moje życie. Po miesiącu mogę powiedzieć, że przeprowadzka na trochę to była dobra decyzja. Skąd to wiem? Bo wcale o tym nie myślę. A w środku mam spokój.

 
 


So it's November. Mrs Jola says it's the worst month of the year which she can't stand, 'cause it's foggy, dark, and, saying this, she wrinkles her nose in disapproval. It's true to some extent, but I'm still glad that the weather forecasts continue to predict a nice  temperature - far from the winter one. And they say about sun.
 
November is also a lot of opportunity to celebrate in my family - birthdays, name days. And long evenings to catch-up films because it's no use wasting a summer weather for going to the cinema and sitting in front of the TV.

The weekend is coming to an end. This year, on All Saints' Day there came less people to Suwałki than usually
'cause it was just 2 days, and traffic jams are much larger than normally. However, I met a lot of people, often not seen for years. Or known only by sight.

I miss Warsaw a little, going out for coffee or wine during the week. I'm not used to the fact that in a smaller town you simply go home after work. Mom says that everything will change when I have a family. For sure. But today I miss the carefree life that I led in the capital city.
 
 And I miss my friends. Besides, it really suits me how my life's changed recently. After a month, I can say that moving for some time was a good decision. How do I know that? Because I don't think about it. And I have a peace of mind.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Niewątpliwie życie Suwałkach jest bardziej spokojne niż w szybszej życiowo Warszawie

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...