środa, 6 maja 2015

Life is funny.

Czy to świat jest tak mały i spotykamy pewnych ludzi w takim czasie i miejscu, że sami nie możemy w to uwierzyć? Choć myśleliśmy, że to niemożliwe. Albo okazuje się, że ktoś, kogo poznajemy na innym kontynencie, mieszkał tuż obok nas, zaledwie parę lat temu. 

A może wszechświat sprzyja nam, pomaga, daje znaki, wyciąga do nas dłoń. Tylko my mamy zamknięte oczy i uszy? Nie widzimy, choć wszystko jest w zasięgu wzroku. Nie słyszymy, bo żyjemy w hałasie. I wszechobecnym chaosie.
 
 Można różnie interpretować takie "zbiegi okoliczności". I czasem okazuje się, że osoba, z którą połączyło nas jakieś zdarzenie, była tuż obok - od dawna. Ale wpadliśmy na siebie znacznie później. Bywa, że mimo wysiłków, nie udaje nam się umówić z dawno nie widzianym znajomym. Wyjeżdżamy - do innego miasta czy kraju. I spotykamy go tam, gdy tak, jak my, spaceruje ulicą. A ile razy myślimy o kimś tak intensywnie, że za chwilę rozmawiamy przez telefon właśnie z tą osobą, bo postanowiła do nas zadzwonić?

***
Przypadek? 



Is it the world that is so small and we meet some people at such time and place that we cannot believe it? Cause we thought it was impossible. Or it turns out that someone you met on another continent, had lived right next to us, just a few years ago.
 
Or maybe the universe favors us, helps, gives signs, pulls out a letter hand. Only we have closed eyes and ears? We do not see, but everything is in sight. We do not hear, because we live in noise. And the omnipresent chaos.

  You can variously interprete such a "fortune". And sometimes it turns out that the person you met through some case, was right next door - for a long time. But we bumped into each other much later. Sometimes, despite the best efforts, we fail to make an appointment with a friend we haven't seen for a long time. We leave - to another city or country. And meet them there, walking down the street, just like us. And how many times it is that we think of someone so intensively that in a minute we talk to this very person on the phone, cause they decided to call us?


***

Coincidence?

piątek, 1 maja 2015

May

Mamy maj. To taki piękny miesiąc, pełen kwitnących drzew i zielonej już trawy. Dający przedsmak lata. Często z wysokimi temperaturami i silnym słońcem. Przerywany czasem chłodnymi dniami i deszczem. Ale jednak coraz bardziej przybliżający nas do wakacji. Jaki będzie tym razem? 

Pakując torbę na ten długi weekend, zastanawiałam się, czy wziąć ze sobą bikini. Przydało się - choć musiałam się schować, bo wiatr jest nadal zimny, udało mi się powygrzewać wczoraj i dzisiaj w słońcu. Zapominając na chwilę, że to jeszcze wiosna. A nie lato. 

Zamykamy pewne etapy w życiu, przygotowując się na kolejne zmiany i wyzwania. I z wiekiem zdajemy sobie sprawę, że naprawdę niewiele potrzeba nam do szczęścia. Wystarczy kawa na tarasie, dobry film, spotkanie z przyjaciółmi. Choć serce wyrywa się, by jechać dalej, poznać coś nowego, sięgać po więcej, to miło jest cieszyć się urokami codzienności. Tej tuż po przebudzeniu. Dobrego weekendu! 


We have May. It's such a beautiful month, full of flowering trees and green grass already. Giving a foretaste of summer. Often with high temperatures and intense sun. Intermittent sometimes with cool days and rain. But still, more and more approximating us to the holidays. What will it be like this time?
 
When packing a bag for the long weekend, I wondered whether to bring a bikini. And surprisingly I'm using it - although I had to hide, because the wind is still cold, I was able to sunbathe yesterday and today. Forgetting for a moment that it's still spring. Not summer.

We close certain stages in life, in preparation for further changes and challenges. And with age, we realize that very little we need to be happy. Just coffee on the terrace, a good movie, meeting up with friends. Although heart goes out to go further, to learn something new, to reach for more, it's nice to enjoy the pleasures of everyday life. The life here - just when you wake up. Have a nice weekend!

niedziela, 26 kwietnia 2015

How many times can we love for real?

Ile razy w całym naszym życiu możemy przeżyć prawdziwą miłość? Ta pierwsza, młodzieńcza, poprzedzona krótkimi zauroczeniami na szkolnych korytarzach, jest chyba najsilniejsza. Bo bezinteresowna, jeszcze niczym nieskażona, bo przecież, jak dotąd - jedyna, jaką znaliśmy. Ale też najbardziej intensywna, bo kochamy wtedy za nic, nie oczekując nic w zamian, taka miłość 'z bólem brzucha'. I serca. Bo cechuje ją to, że - choć myśleliśmy, że będzie do grobowej deski - to jednak kończy się i tę pustkę w okolicy mostka, 'dziurę' po niespełnionej pierwszej miłości, zapamiętamy już na zawsze. Choć z czasem wrócimy do tych wspomnień z pobłażliwym uśmiechem na ustach.

Czy kolejne związki, dojrzalsze - przynajmniej z założenia... - będą już obarczone tym 'bagażem' doświadczeń, jakie mamy? Czy każda następna relacja będzie rozpoczynana ze świadomością, że to już nie będzie to samo? Że nie mamy już w sobie tej zuchwałości i wiary, że to na pewno na całe życie? Ale może ta wiedza i rozsądek, które początkowo przeszkadzają w tym, by się otworzyć, są lepsze? Bo gdy pierwszy raz kochaliśmy, jakby z opaską na oczach, teraz wiemy już, że oprócz serca, warto uruchomić także mózg. I, mimo, że już nie będzie jak 'wtedy', to będzie bardziej świadomie.

Czasem te kolejne związki są jak gdyby kompromisem, bo już nie potrafimy poddać się szaleństwu, chcemy chemii, a gdy jej nie ma, próbujemy stworzyć ją na siłę. Im bardziej twardo stąpamy po ziemi, tym z większą cierpliwością podchodzimy do nowych relacji. Gdy szukamy przysłowiowego 'uderzenia pioruna', wierząc, że w końcu się pojawi, możemy czasem poczuć pewną bezsilność. Gdy znamy smak tego, jak może smakować coś prawdziwego, łatwo o porównania i rozczarowanie. "Tego kwiatu jest pół światu" mawiała babcia. Ale my chcemy, żeby znowu było najmocniej, najlepiej. Choć już pewnie mądrzej. 



 


How many times throughout our lives can we experience true love? The first, youthful one, preceded by short enchantments in school hallways, is probably the strongest. Because it's selfless, yet untouched, because, so far - the only one we've known. But it's also the most intense as we love for nothing, without expecting anything in return, such love with 'abdominal pain'. And a heartache. Cause it's connected with the fact that - even though we thought it would be to the grave - it's over and the void in the area of ​​the sternum, a 'hole' after the unrequited first love will be remember forever. Though with time we'll go back to those memories with an indulgent smile.

Will any next relationships, more mature - at least on the assumption ... - be subject to the 'baggage' of experience we have? Does every next relationship have to be launched with the knowledge that it's not going to be the same? That we don't have in ourselves this audacity and faith that it will be for life for sure? But perhaps this knowledge and reason, which initially obstruct us to be open, are for better? Cause when we loved for the first time, as if blindfolded, we now know that in addition to the heart, the brain should also be involved? And, even though it won't be like 'then', it will be more conscious.

Sometimes these future relations are as a compromise as we're not able to surrender to the madness, we look for chemistry, and when it doesn't come, we try to create it by force. The more we tread firmly on the ground, the more patience we approach with to new relationships. When looking for the proverbial 'lightning strike', believing that in the end it'll appear, we may sometimes feel certain helplessness. When we know the taste of a real thing, it's easy to compare and feel disappointed. "There's tons of fish in the sea" grandmother used to say. But we want it be the strongest, the best. Although it will be smarter too.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...